piątek, 13 kwietnia 2012

Rozdział 6

  27.07 piątek  -na randce z Hubertem
* Oczami Loli *
       WOW!!! Mamy mieć warsztaty aktorskie i malarskie. Belli te aktorskie na pewno się spodobają.
 - Masz jakiś pomysł jak zemścić się na na Sandrze, Adam już się zgodził.
 - Jeszce nie ...Wiem! - wzięłam do ręki czerwona farbę - Ale co?
 - Zaraz zobaczysz - podeszłam do Sandry udając, że się potykam i plusnęłam jej farbą po białych jeansach, nawet się nie zorientowała.
 - Sorki - rzuciłam szybko i wróciłam na miejsce obok Uli.
 - Tak to się robi! - uśmiechnęłam się niewinnie.
 - Młoda jesteś genialna - No wiem, to w końcu ja- zachichotałyśmy.
   Piętnaście minut później składałyśmy swoje dzieła przed naszym opiekunem i facetem prowadzącym zajęcia malarskie. Dziewczyny szeptały między sobą rozbawione. Adam kazał Sandrze chwilę zostać i dał jej zaświadczenie do pielęgniarki. Idiotka nie wiedziała o co u chodzi, ale poszła. Hihi ,ale miałyśmy ubaw ...
* * *
  Po obiedzie postanowiłam przejść się po lasku w pobliżu obozu. Trochę przesadziłam z tą farbą na warsztatach ... Narobiłam dziewczynie wstydu i problemów. Na prawdę taka nie jestem, czasem udaję kogoś innego, żeby się przypodobać. Zanim poznałam Belle czułam się jak wyrzutek społeczności, przy niej przestałam być szara myszką. Czasem jednak wolę posiedzieć samotnie ,,Sama ze sobą ``rozmyślając o wszystkim. Była ładna, słoneczna pogoda. Delikatne promienie letniego  słońca przebijały się przez gęste korony sosen i modrzewi. Uczucie, że ktoś mnie obserwuję przywróciło mnie do rzeczywistości.
 - Co tam i tak nikt nikt nie wie o czym myślę - mruknęłam do siebie i ruszyłam do szałasu, bo mam iść na randkę z Hubertem ...
 * * *
- No i jak wyglądam? - zapytała przyjaciółkę.
W szałasie byłyśmy same, bo Sandrę zawiesili za tą sprawę nad jeziorem i poszła do innego szałasu, więc mogłyśmy swobodnie rozmawiać.
- Dziewczyno, ty chłopaka na kolana powalisz - uśmiechnęła się złośliwie.
- Uznam to za komplement. Wiem, że jestem powalająca wyglądem.
- Dam ci kopa na szczęście i krzyżyk na drogę - żartowała.
Pożegnałam się z nią i wyszłam tyłem machając. Ups!!! Wpadłam na Huberta, przewróciliśmy na ziemie. Jego usta były tak blisko, prawie muskały moje wargi. Miałam ochotę się z nim całować, już raz się całowaliśmy, więc uważałam, że mam prawo.
- Pięknie wyglądasz moja dziewczyno - zaczerwieniłam się.
- Nie jestem twoją dziewczyną ...jeszcze nie - Pomógł mi wstać uśmiechając się tajemniczo.
- Gotowa?- to pytanie retoryczne. - Tak, jasne - Na początku rozmowa nam się nie kleiła, więc szliśmy w milczeniu trzymając się za ręce.
- Opowiedz mi o swojej rodzinie - przerwał ciszę między nami.
- Mam dwóch braci, wszyscy jesteśmy ...- przypomniałam sobie, że to dla mnie trudny temat.
- Coś nie tak ? - zapytał z troską.
- Nie... Jestem adoptowana - unikałam jego wzroku - Nie znam swoich biologicznych rodziców .
- Przepraszam, jeśli to dla ciebie trudne nie będę pytał więcej. Mnie wychował ojciec ,bo mama zmarła przy moim porodzie - zasmucił się.
 - Przykro mi - przytuliłam go - Pojeździmy na rowerach ?- Od razu poprawił mu się humor.
 - Da się załatwić ,wracam za chwilę poczekaj tutaj na mnie.
 * * *
  Teraz stałam sama w mało oświetlonej uliczce a chwila zmieniła się w 10 minut.Zrobiło mi się zimno.
Nagle z naprzeciwka wyszło trzech facetów (20-23 lata). Na km czuć było od nich alkohol. Nie przepadam za takim zapachem. Zachowywali się agresywnie i szli w moją stronę . Nie mogłam uciekać, bo byłam sparaliżowana strachem .
 - Patrz jaka lalunia, to ją widziałem w lesie przy tych szałasach - gość podszedł do mnie ziejąc tym ohydym zapach taniej wódki i fajek.
 - Jak masz na imię mała?Chcesz zapalić?- jeny jaka seksistowska odzywka.
 - Niemowa jesteś czy co?- rudas zaczął się do mnie przystawiać.Tego było za wiele, myślałam, że jak będę spokojna to sobie odpuszczą. Przywaliłam mu z kolana między nogi, od razu osunął się na ziemie. Pozostali wyciągnęli scyzoryki, przy okazji wypadły im z kieszeni woreczki z białym proszkiem.
 - Narkomany  pieprzone - warknęłam cofiąc się , ale potknęłam sie o kamień i ubiłam sie w czoło.
Otoczyli mnie i nie miałam jak uciec.Zatkali mi buzie i zawlekli mnie z zarośla. Próbowali mnie zgwałcić.
Tak czuła się Bella kiedy ojciec ją molestował i bił. Kopałam i szarpałam się, ale to tylko ich rozwścieczyło.
  - Nie skacz, bo cię zabijemy suko - wysyczał, któryś z napastników. Nagle wpadłam na pomysł jak się stąd wydostać żywa. Udawałam, że się poddałam. Gdy rudas rozpinał spodnie ugryzłam go w rękę. Odskoczył na bok robiąc trochę miejsca. Adrenalina uderzyła mi do głowy, rzuciłam się do ucieczki drąc się. Przeskoczyłam przez jakieś ogrodzeni i chyba wpadłam w krowie łajno. Goście biegli za mną, nagle w całe zamieszanie wparował Hubert i skopał im tyłki. Później zadzwonił po gliny i podbiegł do mnie.
 - Karola, co sie tu stało?
 - Oni mnie ...- Już nic nie mów, przepraszam, że cię zostawiłem samą. Nigdy więcej tego nie zrobię, jesteś dla mnie zbyt ważna - szepnął okrywając mnie swoja koszulą, bo oprócz stanika i jeansów nie miałam na sobie nic i ryczałam jak mały dzieciak. Trochę się uspokoiłam.
 - Oni by mnie zabili, uratowałeś mi życie - Teraz dotarło do mnie co powiedział.
Nie mogłam wytrzymać, zaczęłam się z nim całować w czyimś ogrodzie. Później wszystko się zamazało i straciłam przytomność ...

_________________________
 Mile widziane komentarze ;]
Mam nadzieję ,że sie podoba    LOLA









czwartek, 12 kwietnia 2012

Rozdział 5

  26.07 czwartek - w namiocie.
* Oczami Belli *
      Po rozmowie z Karolina ubrałam się. Adam wszedł do naszego szałasu.
 - Ula możemy porozmawiać? - skinęłam głową.
 - Co się stało dokładnie nad jeziorem? - objął moje dłonie czule.
 - Pokłóciłam się z Sandrą.
 - O co? - unikałam jego wzroku, ale w końcu spojrzałam mu w oczy.
 - O ciebie - był zaskoczony. - Gdy flirtowałam z tobą, ona zaczęła wrzeszczeć, że jesteś jej i topiła mnie.
 - Co za idiotka! Mogła cię zabić - nieźle się wkurzył.
 - Zemszczę się! Nie odradzaj mi tego, bo i tak to zrobię. Lola sama podsunęła mi ten pomysł-obiecałam to sobie.
 - Pomogę ci. Załatwię, żeby Sandry nie przyjęli na żaden inny obóz. Hubertowi też się ten pomysł spodoba, bo on również jej nienawidzi - pocałował mnie namiętnie.
 - Mam prośbę, nie mów do mnie Ula. Jestem Bella. Nie lubię swojego prawdziwego imienia.
 - Dlaczego - ugh ... nie chcę nikomu tego mówić. - Bo mam za dużo wspomnień związanych z domem.
 - Masz rodzinę? - zamyśliłam się, bo nie wiedziałam czy można to nazwać rodziną.
 - Matka nie żyje od 11 lat a ojciec zaspakajał pragnienie na mnie ...- łzy spłynęły mi po różowych policzkach. - Zgwałcił cię?
 - I to nie raz. Jest teraz w szpitalu w ciężkim stanie. Została mi tylko starsza siostra - przytulił mnie.
 - Przykro mi - wyszeptał. - A mi nie - wzruszyłam ramionami. - No w końcu jest jeszcze Karola.
 - I ja - Jaki on słodki  * __*
 - Kocham cię - zarumieniłam się. Jest to dopiero drugi dzień a zdążyła się już zakochać.
 - Może ty mnie dobrze nie zdasz, ale ja wiem o tobie dużo. Przecież jesteś znaną młodą poetką.
 - Oj tam, OJ tam. A tak przy okazji to ja też cię kocham.
 - Zostaniesz moja dziewczyną?- w odpowiedzi pocałowałam go i wzajemnością.
 - Nie przeszkadza ci, że jestem trochę;] młodsza od ciebie?
 - A tobie, że jestem starszy?
 - Ależ oczywiście, że nie kochanie - uśmiechnęłam się seksownie.
 - Ah mam ochotę cię ... - Co?!- od razu zrozumiałam o co mu chodzi.
- Kotku nie zapominaj ,że jesteś moim opiekunem - zaśmiałam się - Byłeś kiedyś z Sandrą?-zmieniłam temat. - Nie. Ona przyjechała tu ze swoim chłopakiem,  ale rzucił ją kiedy zaczęła się do mnie przystawiać.
Nieźle była wkurzona, bo zrobił to przy jej koleżankach. - Zaczęliśmy się  namiętnie całować.
Rozpięłam mu koszule, on ściągnął ze mnie bluzkę. Przewróciliśmy się na łóżko. Przy Adamie czułam się jak prawdziwa kobieta, bez problemów i kompleksów. Ktoś się zaśmiał. LOLA?!!
 - No ,no ,no jakie tu miłości ...;]

_____________________________
 Rozdział od Belli dla wszystkich dziewczyn ;]
 mile widziana komentarze *_*