środa, 23 maja 2012

Rozdział 8

31.07-obozowisko/namiot
*Oczami Karolina* 
  Rodzice w końcu dali mi święty spokój, dziękuję Adamowi i Hubertowi, że ich przekonali abyśmy z Bellą mogły zostać na obozie . Teraz muszę zacząć myśleć nad urodzinami Uli, akurat wypadają w drugi tydzień obozu harcerskiego. Postanowiłam sobie, że zrobię jej niespodziankę urodzinową. Na początek powinnam powiedzieć o moich zamiarach Adamowi, ponieważ w moim planie on miała grać główną rolę. Było leżenie bykiem czyli przerwa po obiedzie, więc do niego poszłam. Siedział nad czymś przy stoliku w namiocie wojskowym kiedy zauważył, że tam jestem szybko schował jakiś notes. Zdziwiło mnie jego zachowanie, był trochę speszony i podenerwowany, ale co tam. W końcu to nie o tym teraz miałam zamiar rozmawiać...Podeszłam bliżej.
- Cześć, mam do ciebie pewną sprawę-zaczęłam niepewnie.
- Siadaj-podsunął mi taboret a sam usiadł na kanadyjce(coś w rodzaju łóżka polowego).
- Więc...Ula ma osiemnaste urodziny za trzy dni i robię dla niej zrobić niespodziankę. Chcę żebyś mi w tym pomógł.
- Hmm...ciekawe. Co mam zrobić-Oznaczało to,że się zgodził mi pomóc.
- Jeszcze niczego nie planowałam dokładniej, ale ty powinieneś zrobić jej jakiś wspaniały prezent, tak żeby zapamiętała to na długo- w tym momencie uśmiechnął się tajemniczo. Co się później okazało to był genialny upominek dla mojej przyjaciółki...
- Tej kwestii możesz na mnie liczyć. Gdy będziesz miała plan to mi powiedz.
- Okej, więc to mam już z głowy. Tylko Bella nie może o tym wiedzieć, to ma być niespodzianka-dokończyłam wychodząc.
- Nie ma sprawy. Będę jak mysz pod miotłą.
Teraz powinnam się wyspać przed nocną wartą z Ulką, bo dzisiaj nasza kolej. Miałam zamiar pracować na zdobycie sprawności, chociaż jeszcze nie miałam przyrzeczenia, więc nie jestem pełnoprawną harcerką. Na początku planowałam zacząć od igiełki, ale to nie dla mnie zajęcie...Idę spać na tym niewygodnym łóżku.

* * *
 Po całym dniu zabaw i gier zasnęłam zmęczona. Niestety zastępowa Ewka przyszła nas obudzić. Coś tam mówiła, ale nie wiele z tego rozumiałam. Miałam taki piękny sen o ślubie i nocy poślubnej z Hubertem... Usłyszałam tylko, że mamy dziesięć minut na przygotowanie się, w końcu sobie poszła. Chwilkę leżałam wiercąc się na niewygodnej kanadyjce aż z niej spadłam i obudziłam Ulę.
- Bella idziemy na wartę, wstawaj. Weź coś do żarcia i latarkę-pospieszałam na pół śpiącą przyjaciółkę, bo nie chciałam wyjść na spóźnialską. Szybko się ubrałam
- Nie bój żaby, zaraz przyjdę.
- Dobra. Ja biorę koce i idę. Lepiej się pośpiesz-dokończyłam biorąc jeszcze kurtkę, bo zrobiło mi się chłodno chociaż była ciepła noc.
  Na dworze nie było nikogo oprócz mnie. Stanęłam pod chorągwią kładąc koce w bardziej widocznym miejscu. Oczy same mi się zamykały, ale musiałam wytrzymać, bo przede mną jeszcze dwie godziny czuwania. Po chwili przyszła Bella. Nic nie mówiłyśmy, bo w sumie nie było o czym. Wszystko obgadałyśmy w dzień. Czas okropnie się dłużył, chodziłyśmy w koło flagi nic nie robiąc. Próbowałam wrócić myślami do Huberta i mojego snu, ale nie mogłam sobie przypomnieć jak to się działo w mojej głowie. W końcu owinięte w koce usiadłyśmy. Wydawało mi się, że mijają godziny odkąd tu siedzimy, nagle
coś zaczęło szurać o suchą ziemie, nic nie było widać. Momentalnie odechciało mi się spać, ze strachu zapomniałyśmy o latarce. W jednej chwili z piskiem wpadłyśmy do najbliższego namiotu opiekunów krzycząc, że ktoś chodzi po obozie. Któryś z oboźnych się obudził(yhm... to był druh Antoni;[)spał w samych majtach. Wybiegł w tych gatkach z my za nim i słucha, słucha i słucha. Po paru minutach odwrócił się do nas i powiedział.
- Wiecie co dziewczyny to tylko kury w zagrodzie chodzą-no i zaczęliśmy się śmiać a on z nami. Na szczęście nikt się nie obudził, bo byłaby niezła kaszana z nas. Później kazał nam siedzieć tam do rana za to, że go wyrwałyśmy ze snu, ale to już nam nie przeszkadzało. Gadałyśmy i chichotałyśmy wcinając herbatniki do czwartej nad ranem aż zasnęłyśmy przy bramie do obozu. Największy ubaw mieli oboźni, którzy nas musieli wnosić śpiące(chrapiące)do szałasu.

__________________________
 Mam nadzieję, że się rozdział spodoba, chciałam coś na wesoło napisać i chyba mi się udało.
Proszę o komentarze i polećcie tego bloga innym;]
 WWPLola;]

piątek, 11 maja 2012

Rozdział 7

  30.07-Przyjazd rodziców Loli
*Oczami Uli*
Lola przeleżała 2 dni u pielęgniarki. Hubert i ja cały czas przy niej byliśmy. Nie wiem co było gorsze to, że ojciec mnie molestował, czy że Karolinę chciały zgwałcić jakieś zbiry. Kiedy się obudziła badali ją 3 razy. Później rodzice chcieli zabrać ją z obozu, ale zrobiła im awanturę.
- Kochanie zabierzmy cię z tąd. Już zamówiliśmy dla cb psychologa, bo...
- Że co?!To ja zbierałam kasę a nie wyi nie możecie mnie stąd zabrać do końca obozu.
- Nie ma mowy! Wracasz z nami do Warszawy.Koniec kropka. Teraz z ojcem idziemy do waszego opiekuna wypisać cię.- Nie pozwolę no to. Pobiegłam do Huberta.
- Cholera! Rodzice Loil chcą ją stąd zabrać.
- Fuck. Przecież ona tego nie chce. Idę ich przekonać.
-Szybko bo poszli ją wypisać- no i poszedł.
-Jula!-zawołała mnie mama Loli. Czy tak trudno jest zapamiętać moje imię?!
-Tak ciociu?
-Wracasz z nami - pociągnęła mnie do szłasu Adama.
-O nie, nie, nie. Ja tu zostaję!-zaprotestowałam. Na miejscu był już Hubert, Adam i Lola.Ukochany mijej przyjaciólki podszedł do cioci i wujka.
-Niech dziewczyny jeszcze zostanął. Kocham Karolinę-wyjaśnił. Zrobił na mie wrażenie.
-Phi...jest ten obóz, będzie następny. Jakoś przeżyjecie bez sb. To tylko szczenięce zauroczenie-powiedział tata Loli.
-No watpię!-z Karoliną zaczęłyśmy sie z nimi kłócić. Zauważyłam że chłopcy delikatnie skinęli głowami do sb. Adam podszedł do mnie.Ujął moją twarz w dłonie i zaczął namiętnie całować. Hubert zrobił to samo.
-Dobra niech wam będzie.A tak wgl to używajcie prezerwatyw-ciocia puściła mi oczko.  Przewróciłam oczami. -Wiesz  Julciu chcemy cię adoptować.
-Mamusiu naprawdę zrobiła byś to? - Karolina przytuliła rodziców.
-Jesli Ula sie zgodzi - popatrzyli na mnie wyczekująco.
-Zgadzam się. Ale mój ojciec...-pokręciłam przecząco głową.
-Nie martw sie załatwimy to-zapewnili mnie.Pojechali...Adam obja mnie w pasie i szepną.
-Pójdziesz ze mna na spacer?- zapytał. Skinęłam głową.
-Kochana tylko zero seksu.- powiedziała Lola.Wybuchłyśmy śmiechem.
-Chodź pokażę ci fajne miejsce nad jeziorem - wziął mnie za rekę.
-Ale przecież...-nie pozwolił mi skończyć.
-Uciekniemy - podobał mi sie ten plan. 20 min. później byliśmy nad pięknym jeziorem.Weszliśmy do niewielkiej łódki.
-I jak ci się podoba mała - zapytał gdy byliśmy na środku.
-Nie nazywaj mnie "mała".
-Bo? - drażnił sie ze mną. Usiadłam na nim okrakiem, łódka przechyliła sie tak że stopy miałam zamoczone w wodzie. Ha i co teraz powiesz?-czułam zwycięstwo.



- Że cie kocham - nachyliłam sie i pocałowałam go.
- Ja cb też.
[...] Później gdy wracalismy musielismy uważać na opiekunów innych grup. Nie chciałam wylecieć za ucieczkę. Siedzieliśmy jeszcze chwilę pod mostem.
Wróciliśmy do obozu... Było naprawde późno.

__________________________
Mam nadzieję, że się podoba zapraszam również na bloga http://just2knowurname.blogspot.com/.
Komentujcie...      *_* Ula